A zaufanie…?

Czy mogę Ci zaufać? – każdy z nas nie raz słyszał to pytanie. A jak brzmi prawidłowa odpowiedź? Znacie kogoś, kto w tym momencie odpowiedział, że nie? Mając świadomość, że tajemnice, które za chwile zostaną mu powierzone i tak przekaże dalej? Ale przecież tylko najbliższej osobie: żonie, mężowi, mamie albo przyjaciółce… Po co nam zaufanie do siebie, do bliskich, rodziny czy współpracowników? Czy bez zaufania możemy budować zdrowe relacje, rozwijać się czy tworzyć szczęśliwe związki? Po odpowiedź zapraszam poniżej.

Do siebie

Wielokrotnie obiecujemy sobie, że już nigdy więcej, albo że właśnie od dzisiaj. W zależności od okoliczności rzucamy to, co nam nie służy albo podejmujemy działania, które mają przynieść nam korzyść. A efekty? Szybkie spojrzenie wstecz i już wiemy, nad czym jeszcze musimy popracować, co musi się zmienić abyśmy świadomie budowali swoją pozycję zawodową, swój status społeczny czy szacunek (własny i innych). Zaufanie do siebie stanowi fundament naszej spójności wewnętrznej. Jest gwarancją, że składane przez nas deklaracje to nie czcze opowieści ale konkretne zobowiązania. One z kolei stają się cegiełkami niezbędnymi do zbudowania i wzmacniania poczucia własnej wartości.

W rodzinie

Uwierz, nie zadręczaj się myślami, że może jest inaczej. Nie szukaj pomysłu jak sprawdzić, pokaż, że ufasz. Nadmierna kontrola może bowiem doprowadzić do tego, że bliscy zaczną sami szukać sposobu na uniknięcie podejrzeń. Pozwól dzieciom mieć swoje sprawy, rozmawiaj o zagrożeniach ale nie trzymaj pod kloszem pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Od najmłodszych lat ucz odpowiedzialności, podejmowania decyzji i konsekwencji w działaniu. Dewizą, którą wpajałam mojej córce było: nic nie musisz ale wszystko możesz. Rozmawiałyśmy o tym wielokrotnie i kiedy dorosła stwierdziła, że ona się nie buntowała, bo wszystko miała na wyciągnięcie ręki. Jednak świadomość, że za swoje decyzje ponosi się odpowiedzialność sprawiała, że to, co często pociąga młodych ludzi dla niej nie było tak atrakcyjne. Wolność i zaufanie stanowią siłę napędową i spoiwo jednocześnie każdej relacji. Podejrzliwość sprawia, że ludzie zaczynają szukać rozwiązań, jak coś ukryć, schować i nie dać się złapać.

A zaufanie…?

W biznesie

Chcesz powiedzieć, że mam zaufać swoim pracownikom? – zapewne zapyta nie jeden czytelnik. Tak, właśnie to mam na myśli. Przecież sami ich wybraliśmy. Stworzyliśmy zespół szukając najlepszych. Dlatego warto dbać o to, aby czuli się u nas dobrze. Praca ze świadomością, że jesteśmy doceniani, że nasz szef mówi o nas dobrze przyniesie więcej korzyści niż krytyka. Wsparcie w obliczu roszczeniowego klienta, który ma nieuzasadnione przekonanie, że jak będzie krzyczał, obrażał i straszył zostanie lepiej obsłużony sprawi, że zaangażowanie w zespole wzrośnie i każdy pracownik będzie starał się jeszcze bardziej. Pamiętam jednego z moich szefów, który miał zwyczaj poprawiać pisma przygotowane przez pracowników czerwonym długopisem, kreśląc zamaszyście. Wyrzućcie proszę, drodzy szefowie, czerwone długopisy. Ta metoda, rodem z pruskiej szkoły, działa zniechęcająco. Podwładny potraktowany jak słaby uczeń powoli takim będzie się stawiał. Z ust innego szefa, podczas omawiania przygotowanego dokumentu, usłyszałam: widzę, że niezbyt dokładnie wyjaśniłem, co mam na myśli. Wysłuchałam dokładnie jego uwag, robiąc notatki i poprawa zajęła mi kilka minut.

Od moich przyjaciół często słyszę, że podczas niedzielnego obiadu odbierają sms-y z informacją, że na mailu mają wytyczne na najbliższy tydzień. Niby nic ktoś powie. Przecież to tylko przypomnienie, żeby nie zapomnieć sprawdzić, korporacja ma swoje zasady, musi działać jak w zegarku. Pomijając fakt, że nadmierna kontrola i angażowanie uwagi pracowników w dni wolne wypełnia znamiona mobbingu, sprawia też, że przestają oni samodzielnie myśleć, spada ich proaktywność a działanie ograniczają do wykonywania poleceń. Przestaną widzieć w nas lidera, staniemy się dla nich bardziej poganiaczami osłów.

A zaufanie…?

Zaufaj

Zaufanie to spokój, to czas wolny, to dobry sen. Wyobraź sobie, że ufasz ludziom, którzy Cię otaczają. Rozmawiasz z bliskimi nie szukając podtekstów, uników czy nieprawdy. Wierzysz dzieciom, mężowi, przyjaciółce i pracownikom. Nie boisz się, że ktoś nie zrobi tego, co powinien, bo Ty nie dopilnujesz. Świadomi, mądrzy ludzie, a takimi się przecież z własnego wyboru otaczamy, nie zawiodą naszego zaufania. Tak jak i my sami tego nie robimy. Majówka co prawda dobiega końca, ale wykorzystajcie ten czas, który został dla siebie. Poćwiczcie zaufanie.

Powodzenia!

4 thoughts on “A zaufanie…?

  1. Pamiętam jak ciężko było mi z powrotem ufać mojemu mężowi, po naszym wypadku samochodowym. Jednak miłość wiele przetrwa.

  2. Bardzo blisko od Twojego tekstu do tego co dzisiaj sobie czytam u Brene Brown. Zaufanie i wrażliwość idą w parze. I jeszcze siła. Jednak jak powiedziała Brene zaufania nie buduje się w jeden dzień. To kwestia raczej powolnego dochodzenia do niego poprzez metodę “sliding doors”- chwil, które sprawiają, że nabieramy zaufania, a nasza wrażliwość pozwala nam na to. Kiedy ufamy komuś świadczy to o naszej sile. Piękne to uczucie.

  3. Bardzo spodobało mi się nawiązanie do zaufania w kontekście biznesowym.
    Nie jest to może łatwe, ale dzielenie się współodpowiedzialnością opartą na zaufaniu, jest według mnie jednym z silniejszych motywatorów pozafinansowych.

  4. Ufam, ale sprawdzam. Siebie, rodzinę, biznes. Metoda skuteczna i sprawdzona. Podchodzę z ufnością ale co jakiś czas trzeba weryfikować też drugą stronę. Jeśli jest nieuczciwa to i tak wszystko wyjdzie na jaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *